Abbey.
June trzasnęła przeszklonymi drzwiami i zniknęła z Liamem w wypolerowanym aucie, po chwili odjechała. Wyzywałam ją w myślach, byłam potwornie zła, że sama musiałam obsłużyć chłopców.
- Pewnie i tak wywrócę się po drodze, ale i tak dziękuję za cierpliwość. - uśmiechnął się Harry. Odwzajemniłam uśmiech przylepiając do pudełka nalepkę SSS. Czułam na sobie wzrok Zayna i Louisa.
- Harry, szybciej, Paul się wścieknie. - zirytował się Louis, nie przestając przeszywać mnie wzrokiem. Odprawiłam Harrego i zajęłam się grzebaniem w kasie fiskalnej. Byłam coraz bardziej zakłopotana.
- To na razie, Abbey! - pożegnali się i wypadli na ulicę. Zayn wychodził jako ostatni,posłał mi znaczące spojrzenie i pomachał.
Speszona zniknęłam w naszej "prywatnej piekarni". Skąd znali moje imię?! I dlaczego właściwie June zniknęła bez pożegnania, odjeżdżając samochodem z Liamem? Nie znałam odpowiedzi na te pytania, ale uśmiechnęłam się do siebie na wspomnienie uśmiechu ciemnowłosego klienta. Długo stałam oparta o blat kuchenny, w końcu zgrzyt klamki wyrwał mnie z zamyślenia. Migiem znalazłam się przy kasach i zajęłam zakochaną parą, robiącą zakupy na swój ślub. Wrzucali do koszyka wszystko, co według nich wyglądało na apetyczne. A że w naszym sklepie po prostu nie było rzeczy nieapetycznych, koszyk zapełniał się w zastraszającym tempie.
- Może jeszcze dwadzieścia babeczek pudrowych, jakieś osiemdziesiąt pralin adwokatowych i tyle samo bakaliowych. Hmm, a co myślisz o ręcznie robionych cukierkach, kochanie?? - buzia przyszłej panny młodej dosłownie się nie zamykała, ale nie myślałam o niej. Moją głowę nawiedzał obraz pewnej pięknej, uśmiechniętej twarzy..
Reszta popołudnia zeszła mi na przeliczaniu zaliczki, którą państwo młodzi wpłacili za zamówione słodycze. Musiałam ciągle zaczynać od nowa i od nowa, tak ze dwadzieścia razy. Kiedy skończyłam liczenie, namoczyłam mopa i zmyłam podłogę na zapleczu i przy kasach. Ścierałam właśnie kokosowe wiórki spod lady, kiedy znalazłam na parkiecie karteczkę. Była zmięta, zapewne wypadła komuś z portfela, kiedy płacił. Z ciekawości odwróciłam ją i moim oczom ukazał się szkic...mnie samej. Bez wątpienia. T-shirt z logo SSS, włosy upięte w kucyk, błyszczące oczy. Nie mogła to być June, bo na plakietce przypiętej do koszulki wyraźnie widniało moje imię. Pokręciłam głową z niedowierzaniem, a jeszcze bardziej zamurowało mnie, kiedy ujrzałam podpis w rogu karteczki. Jedno małe, niepozorne "Z" i wszystko stało się jasne.
Kiedy wpadłam do mieszkania, June siedziała na kanapie. Na jej twarzy pojawił się wieeeelki banan, zaśmiała się melodyjnie i poklepała miejsce obok siebie.
- Abbey, siadaj. Jeszcze w życiu nie miałam ci tyle do powiedzenia.
Popatrzyłam na nią i błysnęłam zębami.
- Ja też. Ale ty pierwsza. Opowiadaj, wredoto, jak to jest uciekać z Liamem.
Fajne ; p Czekam na nn poinformuj mnie na 1d-make-me-happy.bloog.pl i przy okazji zapraszam na mojego bloga ; D
OdpowiedzUsuńJejku super blog !
OdpowiedzUsuńZapraszam na mój ! :
http://i-love-my-sweet-life.blogspot.com
Boski blog .. Ciekawe Co tam się działo u Niall'a w pokoju potem :D
OdpowiedzUsuńProooooszę .. Informuj mnie o nn .
Mój blog : http://never-do-not-give-up.blogspot.com/
Kiedy będzie kolejny rozdział ???
OdpowiedzUsuńAle supcio!
OdpowiedzUsuńKiedy następny?
Kocham <333
Niall's wife :)