niedziela, 9 września 2012
05 Black Card
June.
Poczułam, jak bardzo spocone mam dłonie. W brzuchu coś mnie łaskotało, ale czułam się wspaniale. Co raz obdarowywałam przyjaciółkę uśmiechem, wciąż nie mogąc wydusić z siebie słowa. Abbey przyglądała mi się uważnie, czekając na to, co zaraz powiem. Kręciła się, chodząc z miejsca na miejsce, wyjmując z kieszeni różne rzeczy i z powrotem je chowając.
- No mów wreszcie! – Powiedziała mi, ciężko wzdychając. Zauważyłam delikatny uśmiech na jej twarzy.
„… I usiadłam na jednym z krzeseł, dość wygodny. Rozejrzałam się po prosto zaprojektowanym pokoju. Szafa, stolik, gitara i łóżko. Niall leżał wśród koców i pościeli, wyglądał blado, popijał co jakiś czas colę, by zneutralizować nudności. Spojrzałam się na niego troskliwym wzorkiem, uśmiechnął się, zmęczony. Nie chciałam mu przeszkadzać, ale poprosił, żebym została. Włączył cicho „Molly ’s Chamber” Kings of Leon. Uśmiechnął się, ale wciąż był wycieńczony.
- Opowiedz mi coś o sobie – powiedział obolały, przekręcając się w moim kierunku. Podparł się na ramieniu i umieścił na mnie swój cudowny wzrok , obserwując mnie niczym eksponat w muzeum. Trochę tak było, nie mógł mnie dotknąć.
Opowiadałam, a on siedział zasłuchany, rzadko mrugając oczami. Atmosfera potem się rozluźniła i rozmawialiśmy jak dawni przyjaciele, wspaniałe uczucie! Niall zdołał nawet wstać i pokazał mi album ze zdjęciami chłopców.
Już miałam wychodzić, wstałam nawet z krzesła, a Niall wstał razem ze mną. Odprowadził mnie do wyjścia, schodząc ciężko po schodach. Stojąc w wyjściu jeszcze raz posłał mi to niezwykłe spojrzenie..”
- Jakie? – Wtrąciła Abbey. Wciągnęła ją moja historia, chociaż domyślałam się, że nie ma w zanadrzu gorszej opowieści.
„ I przysunął się tak blisko mnie.. Zbyt blisko jak na pierwsze, dość integracyjne, spotkanie. Uśmiechnęłam się ciepło i wróciłam do domu. To znaczy odwiózł mnie Liam”
Abbey nie wzruszyła się bardzo moją historią, być może dlatego, że to ja nie miałam talentu do opowieści. Kurczowo ściskała coś w dłoni, małą karteczkę. Czy to była ulotka? Czy może jakiś paragon? Zgadywałam, że po spotkaniu z resztą zespołu, zdążyła już wyciągnąć od któregoś z chłopców numer telefonu.
- Co to? – Wyrwałam jej z dłoni pół kartki, druga część zatrzasnęła się w stalowym uścisku Abbey.
- I co zrobiłaś! ? – Zaczęła się na mnie wydzierać! – Ale ty jesteś głupia! Tam było..
Uniosłam brew.
- Co? – Spytałam podejrzliwie, zakasując rękawy. – Numer?
Abbey pokręciła głową, dość energicznie.
Zaczęłam przyglądać się bazgrołom, nie powiedziałabym, że te kreski składają się w jakikolwiek numer. Abbey grzecznie oddała mi drugą część kartki, a ja połączyłam obrazek niczym jak układankę. Ujrzałam jakąś postać, narysowaną nawet ładnie. Ale rysunek nie należał do mojej przyjaciółki, ona nie potrafiła tak rysować.
- Literka. – Naprowadziła mnie palcem, a ja zaczęłam rozmyślać na tym, kto ma imię na Z.
- Zorro? – Skrzywiłam się, kładąc porwany rysunek na ladę.
- A raczej Zayn.
Subskrybuj:
Posty (Atom)