June.
Przetarłam oczy, chcąc bliżej przyjrzeć się mojej zaspanej twarzy. Każdego poranka uważnie się jej przyglądałam, nigdy nie mogąc poznać siebie do końca. „Ten nos nie należał do mnie!” – myślałam, ochlapując zimną wodą policzki. Na chwilę wróciłam do pokoju, ubrać się, by za chwilę wrócić do lustra i nałożyć delikatny makijaż. Nie mógł być mocny, upały dawały się we znaki. A czekał mnie kolejny dzień w pracy, chociaż wolałabym pójść na plażę…
- June! – Usłyszałam radosny głos, gdy zamykałam drewniane drzwi sklepu, w którym pracowałam. Należał do jednej z pracownic tutejszej fabryki słodkości, do mojej najlepszej przyjaciółki, Abbey. Wiatr produkowany przez duży wiatrak, rozwiewał jej włosy, a ona uśmiechała się, stojąc w progu.
Weszłam do jednego pomieszczenia, zmieniając ciuchy na firmowe ubrania ze słodką babeczką na popiersiu. Wyglądałam teraz podobnie jak Abbey, jasna różowa koszulka z logo sklepu, dżinsowe szorty i plakietka na bluzce z moim jakże interesującym imieniem. Związałam włosy w kucyk i wyszłam zza zaplecza. Abbey za mną.
- Dzisiaj zamówili babeczki. – Uśmiechała się. Widziałam płomyk w jej oczach, który mówił, jak bardzo się cieszyła. – I to nie małą porcję!
Podeszłam do kasy, ktoś wszedł właśnie do sklepu. Podjął mały wiklinowy koszyk i zniknął między alejkami, pakując kolejne słodycze do koszyczka. Spojrzałam na Abbey, która odpływała myślami, uśmiechając się pod nosem. Obserwowałam, jak znika za drzwiami zaplecza, z komórką w dłoni.
Kolejne duże zamówienie oznaczało zostanie dłużej po pracy. Nie przeszkadzało mi to, dopiero zaczęły się wakacje, nie było szkoły. Mogłabym tylko częściej się opalać..
- Będą około 19! – Zawołała Abbey, wychylając się zza ściany. Wystraszyła tym jedną klientkę , w podeszłym wieku, w berecie ( edycji specjalnej na upały) i z reklamówką pod ręką. Starsza pani szybko kupiła pięć batoników i wyszła ze sklepu.
Wkrótce zmienniczka zastąpiła mnie przy kasie. Sama udałam się do pomieszczenia, które nazywałyśmy naszą „prywatną piekarnią” i wyjęłam z szuflad składniki potrzebne na tonę babeczek. Mąka, jajka, cukier.. trochę uśmiechu i starannej pracy. Potem zmieszałam wszystkie składniki za pomocą miksera i rozłożyłam masę do barwnych foremek z logo sklepu. Potem wszystko załadowałam do pieca i czekałam, aż się zarumienią.
Zegar wskazywał kilka minut po 18. Babeczki były już gotowe, na wszelki wypadek upiekłam więcej, niż zamawiano – zawsze tak robiłam. Co, gdyby któraś się nie udała? Wolałam nie ryzykować.
Po chwili cały blat zapełnił się pysznymi babeczkami. Musiałam poczekać, aż ostygną. Potem specjalną „strzykawką” dodałam nadzienie, które dziś miało mieć smak jagodowy. Aż pokusiłam się napocząć jedną z nich. Była nieziemska!
- June! – Zawołała mnie Abbey. No tak, na zegarze dochodziła już 19. Pora było zamykać sklep, ale wcześniej sprzedać te pyszne babeczki.
Wyjęłam błękitne pudełko, największe, jakie posiadaliśmy w sklepie. Kolejno układałam w nim babeczki, aż doliczyłam się odpowiedniej liczby. Pudełko zawiązałam perłową wstążką i nakleiłam naklejkę, niczym wisienką na torcie zwieńczyłam swoje dzieło. Potem wyszłam do Abbey, trzymając pakunek.
Postawiłam je na ladzie, po przeciwnej stronie zauważyłam dwie postacie. Ostatnią wciąż coś zamawiały. I to w ogromnych ilościach. Obie płci męskiej, obie mniej więcej w naszym wieku. Przyglądały się pudełku.
- Ile dzisiaj? – Spytał wyższy chłopak, przeczesując ciemne włosy. Wyjął z tylnej kieszeni portfel.
- Funt od każdej babeczki. – Uśmiechnęła się Abbey. Zabrała kartę chłopaka i dokonała transakcji.
Niższy chłopak przemierzał wzrokiem wysokie półki pełne słodyczy. Uśmiechał się przy tym, a jego wesołe oczy mówiły: „Kupmy wszystko”. W końcu dotarł wzorkiem do mojej postaci i uśmiechnął się do mnie.
- Dziękujemy. – Powiedział blondyn, unosząc pudełko z babeczkami. Wydał przy tym jęk, jakby w pudełku siedział słoń. Nic podobnego! Potem uśmiechnął się zakłopotany i podszedł do drzwi, czekając, aż ktoś je otworzy.
- Do zobaczenia, dziewczyny! – Ciemnowłosy chłopak wciąż stał przy kasie, obdarowując Abbey uśmiechem. Blondyn również pożegnał się, nim zawołał przyjaciela.
- Zayn! Chodźmy już! – Powiedział. Chyba pudełko było dla niego ciężkie. Szybko dodał: - Liam czeka w samochodzie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz