June.
Tej nocy powstało jedno z najlepszych ciast pod słońcem. Bogate w wiśnie, czekoladę i miliony kalorii stało dumnie w chłodni, czekając od rana na odebranie. Nerwowo kroczyłam po zimnym pomieszczeniu, wpatrując się w ciasto i dumając, czy jest wystarczająco dobre.
Ja i Abbey miałyśmy dzisiaj na drugą zmianę. Do południa pracowały tutaj Stefa i Fiona, bardzo pokręcone siostry. Ale to w godzinach ich pracy był największy ruch.
- I jak wam się podoba? – Spytałam, gdy siostry weszły do chłodni. Najpierw zatrzęsły się z zimna, potem ujrzały ciasto. Cóż, ja i Abbey wspólnie stworzyłyśmy wspaniałe dzieło, chłopcy powinni się ucieszyć.
Korzystając z czasu wolnego, odwiedziłyśmy z Abbey jedno centrum handlowe. Zaopatrzyłyśmy się w żarówki i pośpiesznym krokiem udałyśmy się do mieszkania, wymienić wadliwe oświetlenie.
Musiałam się odświeżyć. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic, pozwalając wodzie zmoczyć całe moje ciało. Prysznic zadziałał odprężająco, owinięta w ręcznik opuściłam łazienkę i stanęłam w pokoju przed dużym lustrem. Dostrzegłam, że moje oczy się śmieją, a ręce dziwnie drżą. Gdy z ust Abbey padło słowo: „Szesnasta”, mój oddech gwałtownie przyspieszył. Co się działo?
- Ja chyba nie dam rady. – Powiedziałam, siadając zdenerwowana na łóżku. Abbey dosiadła się do mnie i pocieszyła mnie.
- Daj spokój, to kolejny dzień pracy. – Powiedziała, uśmiechając się znacząco. Wiedziałam, że niecierpliwi się równie dobrze jak ja.
Postanowiłyśmy skończyć z tym i czym prędzej pognałyśmy do pracy. Roztrzepane siostry czekały już przed sklepem, z torebkami w ręku. Nie oczekiwałyśmy z Abbey pożegnania, gdy odchodziły chodnikiem, nie dostałyśmy go. Dla nas były wyłącznie koleżankami z pracy.
Wyczekiwana godzina nadeszła. Przez myśl przemknął mi fakt, że nasi ULUBIENI klienci robią zakupy akurat na naszej zmianie..
- Dzień dobry! – Wychylając się zza lady, ujrzałyśmy trzy uśmiechnięte twarze.
Pierwsza z nich, szła dumnie w kierunku lady, na której stało już duże niebieskie pudełko. Burza loków zasłaniała mi pozostałe postaci, lecz gdy zeszła na bok, ujrzałam dwójkę najlepszych przyjaciół.
- Coś jeszcze, Harry? – Spytała Abbey, akcentując ostatnie słowo. Stała przy kasie, obsługując ją i patrząc się na chłopaka. Kątem oka zerkała na pozostałych gości.
Przy drzwiach z dzwoneczkiem stał jeszcze Liam i Zayn. Brunet uśmiechał się do Abbey, która z drugiego końca sklepu odwzajemniała szczery uśmiech. Tuż przy mnie stanął Liam i dyskretnie poprosił mnie na słowo, więc odeszliśmy od reszty.
- Młoda damo – zwrócił się do mnie z uśmiechem. – Był tu wczoraj mój przyjaciel, Niall.
Pokiwałam zadowolona głową, jednak po chwili opanowałam się i wróciłam do rzeczywistości.
- Zamówił praliny, prawda? – Spytał jeszcze. Znów się zgodziłam.
Nastała chwila ciszy, którą przerwał dzwoniący dzwonek nad drzwiami. W wejściu stanął wyższy blondyn, z pilotkami na czubku nosa, czerwonymi spodniami i koszulce w paski. Uśmiechnął się, po czym zamknął za sobą drzwi i subtelnie ściągnął z nosa okulary. Rozejrzał się po sklepie i swój wzrok zatrzymał na Abbey, która instruowała Harry’ ego, jak ma postępować z tak dużym pudełkiem.
- Chłopaki, Paul już czeka. – Powiedział blondyn. Zwał się Louisem.
Obserwowałam, jak Louis przeszywa wzrokiem Abbey, a ta stoi bez ruchu, z banknotami w dłoni. Już myślałam, że zastygła na dobre, gdy wtem się ocknęła. Przyjęła resztę pieniędzy od Harry’ ego i patrzyła , jak Louis podchodzi bliżej niej.
- Jak już mówiłem, był tu Niall. – Powtórzył Liam, wracając do rozmowy. – Dzisiaj jednak został w domu, narzekając na mdłości.
Zaniepokoiłam się, wiedząc, że nasze produkty dotychczas nie przynosiły skutków ubocznych. Od razu spytałam, jak mogę pomóc. Potem uświadomiłam sobie, że jeśli blondyn chorował, nie prędko mogłam go zobaczyć.
- Gdybyś chciała, możesz go odwiedzić.. – Rzucił Liam, a ja błyskawicznie się zgodziłam. Zostawiłam Abbey w sklepie i ruszyłam samochodem u boku Liama, wprost do domu chłopców.
Jadąc tam, nie wiedziałam, co myśleć. Było mi przykro z powodu całego zajścia i nie wiedziałam, jak chory się czuje.
- Weź to. – Gdy weszliśmy do domu, Liam dał mi małą tabliczkę czekolady. Pokazał mi ręką odpowiednie drzwi i tam też się skierowałam. Stąpałam po miękkiej wykładzinie, aż doszłam do białych drzwi i zapukałam dwa razy.
- Wejdź, Li. – Usłyszałam ten wspaniały głos, czując jak moje nogi miękną.
Nieśmiało uchyliłam drzwi i ujrzałam Nialla, leżącego na łóżku, w samych bokserkach i z butelką coli przy łóżku. Gdy mnie zobaczył, jego twarz zarumieniła się, a potem zniknął speszony pod kołdrą. Wystawił jedynie głowę.
- J.. June? – Odparł. Byłam wniebowzięta, że znał moje imię.
- Chciałam Cię przeprosić.. – Rzuciłam od razu, siadając na krześle w kącie pokoju. Oprzytomniałam. – Skąd znasz moje imię?
- Masz plakietkę.. – Pokazał i uśmiechnął się. Również uniosłam kąciki ust.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz